2 minuty do dzwonka- Kosecki rozwalił linijkę.
1:36 do dzwonka- Anka położyła Falente w walce na rękę.
1:06 do dzwonka- Magda znowu palnęła coś głupiego.
0:43 sekundy do dzwonka- Rudy puścił bąka.
0:29 sekund do dzwonka-pani pakuje książki.
0:05 sekund do dzwonka- wstrzymuję oddech.
0:03...
0:02...
0:01...
DZWONEK!!
Wolni!
4 dni wolności!!
-Ja jadę do cioci do Niemiec- chwaliła się Justy.
-Ja bd w AQUA PARKU- Dora też nie mogła się powstrzymać.
-A ty? Lolla, gdzie jedziesz??- dopiero po chwili zorientowałam się ze to do mnie.
-Ja?? Do taty.- odpowiedziałam.
-Gdzie? Do Ameryki?
-Albo do Kanady...
-Nie. Mój tata mieszka w Polsce.
Widać że zawiodłam ich tą odpowiedzią.
-Pewnie... W Warszawie... Albo w Krakowie...
-Nie.
-To może chociaż w Poznaniu..?
-Nie. W Tczewie-mówiąc to, zeszłam na dół, gdzie już powinien czekać na mnie mój ojczym.
-Ejj! Lolla! To do poniedziałku!!- Krzyknęła za mną moja przyjaciółka.
Nic nie odpowiedziałam, tylko weszłam do samochodu.
Myśl, że pojadę do taty pierwszy raz od ponad 7 lat, była najwspanialszym uczuciem pod słońcem.
Mój tata, wyprowadził się od nas gdy miałam 3 lata.
Potem mnie jeszcze odwiedzał, i brał do siebie, ale w końcu ożenił się z tą Anką.
Nie, że coś do niej mam... Jest fajna... I miła.
Ma dwóch synów z poprzedniego małżeństwa;
Dwa lata ode mnie starszego Daniela, i o pół roku młodszego Kacpra.
Teraz maja jeszcze córkę- Julię, i syna,którego imienia nawet nie znam.
-Loranne <czytaj; Lorejn> czy coś cię trapi??- Na początku nie wiedziałam że to do mnie.
Nienawidziłam swojego imienia, a tym bardziej kiedy wypowiada je mój ojczym.
-Nie.. Po prostu się zamyśliłam-odpowiedziałam wychodząc z auta.
Wolałam, jak mówili na mnie Lolla, Albo Lora...
Poszłam do domu aby się spakować, ale w połowie drogi znów zatrzymał mnie luby moje mamy.
-Loranne... jeśli nie chcesz nigdzie jechać, to nie musisz, wiesz o tym....-wkurzyłam się na niego za te słowa.
-Jak ja mogę nie chcieć jechać do taty?? Pomyśl czasem, zanim coś powiesz!!-mówiąc to weszłam do mieszkania, gdzie mój ojczym nie odważy się już ze mną kłócić przy moich dziadkach.
Spakowałam torbę.
Niby jadę tam na 4 dni, ale...
Mi i tak nie wystarczy rzeczy, nawet jak spakuję ich na tydzień.
-Lolla! Tata przyjechał!!- usłyszałam głos mojej mamy, gdy zastanawiałam się którą kosmetyczkę zabrać.
Wsadziłam do torby obydwie.
Tata już czekał na mnie na przedpokoju.
Dałam mu swoja walizkę, i pożegnałam się z mamą i dziadkami.
Wyszliśmy z domu.
Pierwszy raz, odkąd skończyłam 8 lat, widzę mojego tatę.
Mam mu tyle do powiedzenia.
-Coś milczysz córeczko, coś się stało?- spytał, gdy wsiedliśmy do busa.
-Nic, tylko.. nie wiem od czego mam zacząć... Tyle lat cię nie było... i..
-Przeprasza... Myślałem że po tym jak się pokłóciłem z mamą nie będziesz chciała już mnie widzieć...
-Przestań tato... A tak przy okazji... Będę mogła u ciebie zamieszkać?? Po wakacjach, albo następne półrocze...
-Wiesz... Musiałbym porozmawiać z twoja mamą, i byśmy ustalili czy...
-Ale ona nie ma tu nic do gadania!!!-przerwałam mu- Ja już
nie mam ochoty mieszkać pod jednym dachem z jej mężem!! On jest dla niej
ważniejszy ode mnie, może robić ze mną co chce a ona tylko na to patrzy, ja dla
nich jestem jak kopciuszek!!!
-Ale to nie zmienia tego, że to twoja mama!
-A ty jesteś moim ojcem,
masz obowiązek wziąć mnie do siebie jeśli sobie tego zażyczę!!
Ojciec nie odzywał się do końca drogi, chociaż chyba kilka
razy się do tego zabierał.
Gdy samochód zatrzymał się pod blokiem, wyszłam z niego, a
nogi same poniosły mnie do dom.
Sama się zdziwiłam, że po tylu latach pamiętam gdzie mam
iść.
-Loranne...
-Nie mów do mnie Loranne!! – krzyknęłam
– Nie było cię przez tyle lat... Nie wiedziałeś gdzie jestem, co się ze mną
dzieje, nawet tego że nie nawiedzę własnego imienia!!! – wrzasnęłam i z impetem
wbiegłam do klatki...
Pierwszy rozdział zadedykowany mojej przyjaciółce – Celinie.
Dziękuję Ci Cell, że zawsze jesteś przy mnie, i pomagasz mi
kiedy brakuje mi weny,
Jeśli mam zły dzień, przychodzę do CB, a to od razu mi
pomaga.
Kocham cię, i dziękuję;**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz